Pies i wiatry. Wiatr i piesy.

Jak co dzień – trzeba było z rana małą gnidkę wyprowadzić. Więc wcisnąłem słuchawki do uszu, podpiąłem sierściucha do smyczy i zostałem wyciągnięty na zewnątrz.
- Ehhiikk… Ehik… – dlaczego on nie może zrozumieć, że nie będzie się dusił, jak nie będzie ciągnął? Koszmarnie wspaniały, silny wiatr tym razem nie muskał mu tylko tyłka, ale zwiewał go całkowicie na prawo. I zaczęło się – wąchanie kup, znakowanie zajętego w nocy przez wrogów terenu i masochistyczne duszenie się obrożą. Ale ja to znów olewałem. Rozkoszowałem się wichurą, która w magiczny sposób zgrywała się z muzyką ze słuchawek, przewiewając mnie na wylot.

Dzisiejszy dzień prawdopodobnie znów spędzę na maltretowaniu na przemian gitary i klawiszy. A, nie. Lektura. Wczoraj przeczytałem 20 stron i zasnąłem… Całe moje ferie. A zarost coraz większy…

~ - autor: Qualis w dniu 19 styczeń 2007.

Odpowiedzi: 2 to “Pies i wiatry. Wiatr i piesy.”

  1. Może lepiej mu kupić kolczatke? :D Cos mało osób komentuje… Tylko ja??

  2. Biedny piesio (i tak go nie lubie XD).
    A ja… hyh. Właśnine skończyłam 1 i ostatni tydzień jazdy konnej. A bu.
    Lektura… moja siostra aczytała mi 1 rozdział, na odpoczynek pomiędzy nauką na sesje… Ale co ja z tego pamiętam, skoro chrapałam na jej ramieniu? XD

Dodaj komentarz